Nowy Targ Road Challenge

środa, 15 września 2021

Drużyny i zawodnicy

Nowy Targ Road Challenge, to zdecydowanie mój ulubiony wyścig szosowy w kalendarzu. 3 etapy, podhalańskie okolice, świetna organizacja i wymagająca trasa. To wszystko sprawia, że co roku, na starcie stają najlepsi specjaliści od jazdy po górach wśród amatorów.

Był to mój czwarty start w tej imprezie. Po 2 miejscu open w debiucie, 15-ym i 7-ym,w kolejnych latach, w tym roku moim celem była czołowa 10-tka. Nie przyjechałem w najwyższej formie, więc wiedziałem, że może być ciężko o nią powalczyć i tak właśnie było.Jako że nogi zrobionej nie miałem, to postanowiłem zadbać chociaż o rower i w tym celu, pożyczyłem od Giant Polska komplet super lekkich i mega sztywnych kół Cadex 42. Przejeździłem na nich całe zgrupowanie w Calpe i jak do tej pory, z lepszymi kołami nie miałem do czynienia.

Etap otwierający rywalizację to jazda indywidualna na czas, na bardzo wymagającej, 10-kilometrowej trasie. Pierwsza połowa, to dość równy i łagodny podjazd, o nachyleniu oscylującym w okolicach 2%, natomiast w drugiej, czekała ścianka, o stromiźnie przekraczającej miejscami 20%. Zakładając, że próba może mi zająć około 25 minut, moim założeniem było pojechać ze średnią mocą powyżej 400W. Gdybym tak pojechał, z pewnością byłbym zadowolony z wyniku, jednak niecałe 390W, dało 25 miejsce, czyli pozycję zdecydowanie poniżej moich oczekiwań. Myślę że zadecydowała zbyt zachowawcza jazda w pierwszej części dystansu, bo w drugiej, wykręciłem tego dnia 4 czas.

Drugi etap, czyli runda z metą w Dursztynie, to jak co roku, etap królewski i decydujący o klasyfikacji generalnej. Ułożył się trochę niespodziewanie, bo kilku kolarzy, którzy podnieśli się z siodełka od razu po starcie ostrym i poszli w odjazd, dojechali do mety i rozdzielili pierwsze miejsca pomiędzy sobą. Ja natomiast, znalazłem się w głównej grupie, która z rundy na rundę robiła się coraz szczuplejsza. Nie było jednak zdecydowanych ataków i prób rozerwania peletonu. Tempo było równe i mocne, więc selekcja odbywała się od tyłu i zostawali ci, którzy tego tempa nie wytrzymali. Na ostatniej rundzie zostało nas 26 osób i dopiero na finałowym podjeździe nastąpiły ataki, grupa podzieliła się na kilka części i powstały różnice czasowe na mecie. Ja, wjechałem na nią dokładnie na tym samym miejscu co na czasówce, czyli jako 24-ty. W tym momencie wiedziałem już że nogi nie ma i nic już dobrego z tego nie wyczaruję. Po dwóch etapach zajmowałem 20 miejsce open i 11 w swojej kategorii wiekowej.

Ostatni etap, to klasyczna, choć co roku ewoluująca nieco runda w okolicach Nowego Targu. Rzadko kiedy zachodzą tu jakieś drastyczne zmiany w klasyfikacji generalnej, głównie ze względu na dość krótkie podjazdy i płaski finisz wraz z dojazdem do niego. Wyjątek miał miejsce chyba tylko w 2017 roku, gdy swoim atakiem, zapoczątkowałem ucieczkę, która dojechała do mety z blisko 2-minutową przewagą nad peletonem i wywróciła klasyfikację generalną do góry nogami. W tym roku, również próbowałem, ale ani mnie, ani nikogo innego nie odpuszczono. Oprócz pojedynczych prób odjazdu i zaciągów pod górskie premie, nic specjalnego się nie działo i przez cały dystans czołowa grupa liczyła około 20-30 zawodników. Na jakieś 15km przed metą, odjechała trójka kolarzy, po czym dwóch z nich odpuściło i na czele pozostał tylko jeden. Miał szczęście, bo akurat w tym momencie nie było komu gonić i po paru minutach, gdy zniknął z pola widzenia, było już wiadome, że walczymy o 2 miejsce. Nogi tego dnia miałem bardzo dobre. Waty o niebo wyższe niż dzień wcześniej, a zmęczenie mniejsze. Byłem dobrej myśli przed finiszem i liczyłem na to, że mimo iż różnic w klasyfikacji generalnej większych nie będzie, to uda się chociaż powalczyć o podium na etapie.. Niestety, nieznajomość końcówki, zaowocowała tym, że z tej walki byłem najzwyczajniej wykluczony. I nie tylko ja. Niemałe było zdziwienie większości zawodników, gdy jadąc jakąś wąską, leśną ścieżką rowerową, naszym oczom ukazał się znak „1km”, co oznaczało, że w tym lesie, na drodze o szerokości 2 rowerów, za jeden kilometr przyjdzie nam finiszować. Skończyło się tak, że kto jak był w tym miejscu ustawiony, praktycznie tak właśnie wjechał na metę. Pozostaje się tylko cieszyć, że nie doszło tam do żadnej kraksy.. Na metę wjeżdżam na 19 miejscu, cały wyścig kończąc oczko wyżej i zamykając pierwszą 10-tką w swojej kategorii.

Podsumowując, mógłbym napisać, że był to zdecydowanie najbardziej nieudany start w nowotarskiej etapówce, ale nie do końca byłoby to prawdą. Co prawda miejsce jest najniższe, ale porównując cyferki do dwóch poprzednich moich startów tutaj, to były one nieporównywalnie lepsze. Wychodzi na to, że konkurencja była o wiele mocniejsza, a lepiej przegrywać w mocnej obsadzie, z lepszymi zawodnikami, niż wygrywać ze słabszymi. Za rok potrenuję więcej i mocniej i na pewno będzie lepiej :)

~ Michał Fonał, Mountain Majk

Michał w roku 2021 jeździ na rowerze szosowym Giant TCR ADVANCED PRO TEAM DISC.
Zobacz artykuł - TCR PRO TEAM Z KOŁAMI CADEX 42MM DISC
 

Udostępnij